piątek, 13 lipca 2012
Obietnice z reaktora
Obiecałem Wam post dziennie- i trochę się ślizgnąłem wczoraj z czasem, tak więc możecie oczekiwać dzisiaj dwóch postów. Jednego teraz, drugiego późnym wieczorem (jeżeli ktokolwiek to czyta).
Wracając do wczoraj- miałem dość dużo pracy i zajęć, nie zdążyłem przyssać się do bloggera na tak długo, żeby naskrobać dla Was jakąkolwiek notkę. Pomijając tony pracy (oczywiście urozmaicane wszelakimi rozrywkami, jak to w moim stylu).
A wieczorem czas był na wycieczkę do reaktora. Reaktora Strachu. I przeraził mnie. Ale na pewno nie wskaźnikiem licznika Geigera.
Film zaczyna się jak jakiś trailer, ukazując film grupy amerykanów z całej Europy. I tu już wiedziałem, że skończy się źle, bo Ci ludzie już od samego początku wykazywali stereotypowy iloraz inteligencji kraju hamburgerów. I się nie myliłem.
Grupa wyrusza do Prypeci na "ekstremalną wycieczkę", prowadzoną przez byłego ukraińskiego wojskowego, a zorganizowaną przez brata przyjezdnych. Wjeżdżają oni zakazanym posterunkiem do Prypeci- wymarłego miasta, opuszczonego w 5 minut w dniu awarii Reaktora Czwartego w elektrowni atomowej w Czarnobylu. I tu zaczyna się amerykańska część filmu.
Można ją określić standardowym cytatem z jakiegokolwiek teen horrorów "słyszałam hałas tam w ciemności, wy zostańcie tutaj, a my pójdziemy to sprawdzić". I tak to się toczy przez cały film, chociaż przyznam, że ukazanie zagrożeń w mieście (o ile jakieś były... Nie będę Wam spoilować) wyszło bardzo ciekawie i widz odczuwał strach przed ciemnością, dźwiękiem i urywkiem. Film z gatunku tych bardziej psychologicznych. Chociaż jak wspominałem- powinno się zamienić Hamerykanów na coś bardziej rozsądnego. Ta sytuacja narzuca wnioski, że reżyser nie bardzo miał plan, jak umieścić akcję w filmie i postanowił pchać go do przodu głupotą bohaterów. Ci włażą z gówna w gorsze gówno, strasząc własnym idiotyzmem.
Na całe szczęście trafił się ending w wykonaniu Marylin Mansona, więc to ratowało zakończenie, przewidywane przeze mnie i towarzystwa, gdzieś od połowy filmu.
I to tyle, może Wy się podzielicie wrażeniami z filmu? Bardzo chętnie poznam Waszą opinię.
Do przeczytania jeszcze dziś :)
środa, 11 lipca 2012
Siła deszczu
Zdecydowałem się w miarę możliwości dodawać posty codziennie. Myślę, że to w jakiś sposób uporządkuje tego bloga, jak i mnie samego.
Dziś deszczowe popołudnie, dzięki czemu refleksje łatwiej przychodzą do strudzonego umysłu. Wstałem jakąś godzinę temu, widocznie potrzebowałem długiego odpoczynku. I dzięki temu mogę na spokojnie obserwować, jak za oknem szaleje deszczowy armageddon.
Jaka jest tytułowa siła deszczu? Czego możemy nauczyć się od miliardów kropel, spadających w ciągu sekundy na ziemię, kończąc swoją wędrówkę?
Nic nie trwa wiecznie. I na przestrzeni wieków żywot ludzki wygląda właśnie jak taka wielka ulewa. Spadamy równo i upadamy, każdy w przeznaczonym dla niego momencie.
I to jest koniec. Tylko podczas tego upadku zwanego życiem, każda ludzka kropla próbuje wyróżnić się od reszty. Czy to słuchając innej muzyki, czy też zmieniając całkowicie swój image. I dostrzegamy to, że jesteśmy inni, jednak ciągle tacy sami.
No i deszcz się skończył, słońce zagląda w moje okno. Jednak nie w moją duszę. Tam ciągle po kątach szlaja się ciemność. Ciemność, pożerająca dobre myśli. Nie jestem typem "Emo", ci, którzy mnie znają mogą to potwierdzić. Jednak... Jednak jest to cząstka mnie, taka wrodzona ciemność. I jej gniew poznają ci, którzy sobie na to zasłużyli. Nie będę wymierzał żadnej sprawiedliwości- bo to termin chybiony i subiektywny. Będzie w końcu sam ból. I ucierpią tylko ci ludzie, którzy sobie tego wyraźnie zażyczą. Dlatego moja dusza jest jak zamknięta klatka, byś czasem Ty, Czytelniku nie stał się celem przypadkowego ataku. Wiem do czego jestem zdolny. I przeraża mnie to, oj przeraża. Stokroć bardziej niż śmierć, której zdążyłem parę razy podać swą dłoń.
A z takich pozytywnych rzeczy- to chciałem podziękować wszystkim tym, którzy czytają te wypociny. Tak, Tobie także. Nigdy nie otrzymywałem zbyt dużej uwagi, to tym razem cieszę się z każdego słowa, które przeczytaliście. Taki mały ukłon w moją stronę.
Teraz sprawy organizacyjne i życiowe.
Poszukuję fotografa, który podejmie się ujęcia mnie w moim żywiole. Lub i nie, ostatnio nie mam żadnych swoich zdjęć, a wcielony narcyzm się domaga :).
Upatrzyłem i zaopatrzyłem się w słuchawki, więc zaczynamy zabawę z YouTubem. Bardzo chętnie przeczytałbym Twoją opinię na temat tego, czy mój głos nadaje się do takiego projektu i o czym chcielibyście usłyszeć :).
No i na sam koniec zapraszam Cię serdecznie do Radia Hitsound-Fm. Gram tam dość często, a radio potrzebuje nowych słuchaczy i prezenterów.
Do przeczytania jutro.
PS. Znoszę moderację komentarzy. Jeśli zacznie się flood, flame, czy spam, to moderacja powróci.
wtorek, 10 lipca 2012
Ciemność nocy
Nocni ludzie mają naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Walcząc z wszechobecną ciemnością i ciszą królestwa Morfeusza zmuszeni jesteśmy do stawienia czoła własnym, często chorym i niechcianym zjawom.
Nie wiem co jest już gorsze- walka z rzeczywistością, którą staram się przesypiać, czy bitwa z dręczącą przeszłością, szarpiącą mnie za rękaw jawnej obecności.
Tak, wróciłem do pisania tutaj. Może to mi pomoże. Odkreślam to, co jest poniżej grubą kreską, wydzieram kartkę ze swego życia. Bo każdy zasługuje na nowy start. I to nie jeden raz- bo raz się tylko żyje.
Wstąpiłem w związek z ciemnością, która z jednej strony mnie przeraża, z drugiej zaś daje siłę do wszelkiego czynu. Gdy ktoś zapyta "Cóż Ty robisz po nocach, że wyglądasz jak trup", to odpowiadam "Żyję". Nocni ludzie mają ciężki żywot.
Co tak naprawdę pociąga mnie w tej czerni rozciągającej się po całym pokoju? Przede wszystkim to, że odkreśla mnie grubą kreską od otaczającej rzeczywistości. Od problemów innych ludzi, ich harmonogramów, głosów, min... Czasem mam dość innych. Z małymi wyjątkami. Bo egzystują, wdeptując w mój umysł tak silnie, że nie potrafię obronić się przed obcym naporem argumentów i wniosków.
A Ciemność?
Ciemność mnie rozumie. Nie naciska, nie narzuca swego toku myślenia, pozwala myśleć swobodnie, we własnym tempie, nie warunkując żadnego elementu tego procesu.
Ale myślenie także mnie przeraża. Bo to, co rzeczywiste ustępuje miejsca temu, co zaszło. I to z tej samej Ciemności, która mnie rozumie, wynurzają się najgorsze macki wspomnień. Chlapią mnie szlamem poczucia winy, rzucają kamieniami wyrzutów. Jeśli dam się wciągnąć- wpełzają do mojej głowy przez uszy, nozdrza i usta, ośliźgle modelując poczucie rzeczywistości. Bym te sytuacje przeżywał raz jeszcze, na nowo, z zdwojoną siłą i to na jawie, na tle ciemnego pokoju.
Światło mnie nie nęka. Me serce ogarnia strach przez słabych ludzi, pełnych słabości, chciwości i egoizmu. I jak dzikie psy i suki szarpią mną mocno, próbując wyłudzić choć chęć uwagi.
Dla tych, których jeszcze interesuje mój los- usamodzielniłem się, walczę z wiedzą, paliwem świata i samym sobą. Bo czuję, że jestem zbyt daleko od mojego świata. I właśnie w tym momencie śnię o zabawianiu dzieci następnego dnia.
Nie będzie już tutaj prosto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
