Środowy wieczór to dla mnie dziś udręka. Pęka mi głowa, a szef już wie, że wróciłem do domu. Na szczęście nie na długo. Ledwo zdążyłem wypakować jedną torbę, to musiałem pakować drugą. Teraz czeka mnie pasjonująca podróż naszymi kolejami. Zastanawia mnie fakt, czy nasze dzieci za 50lat będą jeździć tymi samymi, śmierdzącymi wagonami co my. Ja rozumiem, dać poczuć smak PRLu, ale od razu do niego przyzwyczajać? Kierownictwo tychże pociągów też ma nieźle nasrane w głowach. Bo kto by myślał, trzymać popsuty pociąg na peronie prawie godzinę, nie dając konkretnej decyzji, co zrobić z pasażerami. A oni biedni siedzieli w przedziałach, czekając na cud, który nie nadszedł. Wystarczy ruszyć się kawałek za zachodnią granicę- i to rozbudowuje naszą definicję hasła *Pociąg*.
Zastanawia mnie, dlaczego ja jeszcze nie mam samochodu... Wszyscy znajomi w koło lansują się swoimi czterema kółkami, a ja nawet prawa jazdy nie mam... Stwierdziłem, że nie jest mi to na obecną chwilę potrzebne, ale presja otoczenia w końcu zmusi mnie do rozpoczęcia kursu. Chwilowo kręcą mnie inne rzeczy- jak na przykład zakup nowej repliki... Kurna, opóźniony w rozwoju jestem, czy co?
Niezły jestem, napisałem już trzy notki prawie ciągiem, przedtem dając Wam znaki życia max raz w miesiącu. Może to znak, że dorosłem do swojego dziennika, może nie mam się komu wygadać, a może szukam zaczepienia dla moich wspomnień, niczym w Efekcie Motyla. Może...
Nie.
Stawiam na to, że mi się po prostu nudzi.
I przepraszam wszystkich za brak jakichkolwiek rad pisarskich (ostatnio z tego powodu zostałem wyśmiany-echo trzyma się długo) jak i opowiadań (tutaj echo nieudanej publikacji brzęczy jeszcze bardziej).
Zamieniam tego bloga w taki typowy śmietnik myśli. Może to i dobrze.
A może i nie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz