Tak jest. Emcio znów zajrzał na bloga i zastanowił się czym tym razem może potruć Wasze schorowane umysły. A że czasu mi nie brakuje (chwilowo) to może jesteście ciekawi co u mnie?
Wiedziałem, że będziecie ciekawi :)
Obecnie mija lany poniedziałek. Lałem to ja dziś wodę na wirtualną kartkę papieru, która po chwili zniknęła w czeluściach niebytu Matrixa. Prawdę powiedziawszy, to poważnie chcę zabrać się za książkę. I to tak poważnie, poważnie. Zacząłem od rozpisywania tematu- tradycyjnie, na kartce papieru, ołóweczkiem kreśliłem schematy (w sumie strasznie algorytmiczne), rozpisywałem bohaterów, wątki, cechy i unikalne udziwnienia, które, mam nadzieję, zaciekawią Czytelnika. Na dziś zaplanowane były pierwsze strony prologu, taki mały sparing: teoria vs. umiejętności. I niestety umiejętności musiały oddać pola teorii. Jak wiadomo, drodzy czytacze, pierwsze słowa, kartki, pierwszy rozdział powinny, a nawet muszą zaciekawić, wciągnąć i zmotywować do dalszej lektury. Lecz dziś zmotywowałem czytelnika, aby rzucił książkę w płomienie, najpierw na nią splunąwszy.
Wiecie na czym polega sukces (khem, khem jaki sukces?) moich opowiadań? Podwędziłem ten chwyt z jednej pozycji Piekary. Jest to bardzo skuteczna sztuczka, ale musi być odpowiednio zagrana. Czyli rzucenie Czytelnika od razu na głęboką wodę, w wir akcji. Nieważne, gdzie się to dzieje, kim jest bohater, czytacz skupia się na tym, że właśnie przywalił w bohatera wielki mech w kształcie delfina, śmiejąc się szyderczo z jego małej giwery w kształcie pączka (nie pytajcie skąd to, uroiło się i jest). Podążając za akcją, Czytelnik łapie bakcyla i w końcu chce wiedzieć, kim był ten wielki delfin, dlaczego broń ma kształt pączka, a zabójcą był lokaj. I czyta dalej. Na tym polega cały drill.
Zatem zdradziłem Wam sztuczkę prowadzenia fabuły. I sprawdza się nie tylko w formie biernej (książka, opowiadanie), ale i czynnej (sesja rpg).
I to by było na tyle robaczki.
Może niedługo wkleję jakiej opowiadanko, tutaj, na bloga. Chleba i igrzysk, jak to mawiają,.
A teraz miłego wieczoru.
Tchus :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

U Ciebie, autorze, to można czekać latami na te posty. :).
OdpowiedzUsuńOczekuję czegoś nowego!
Pozdrawiam.
Potwierdzam powyższy komentarz. Czekamy na posty, a tych nie ma.
OdpowiedzUsuńNo co się dzieje? ;).
Pozdrawiam,
A.
Opowiadanie brzmi sensownie.
OdpowiedzUsuńNie omieszkam przeczytać.
K.
Czekam.
OdpowiedzUsuńEdyta.
Nie wiem jak mam się do Ciebie zwracać.
OdpowiedzUsuńNapisz coś!
~anonim
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńLudzie to czytają. Ale jeśli nie ma kto pisać, należy przenieść się chyba gdzie indziej. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Adam.
Niesystematyczność zawsze była Twoją cechą.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Karolina.
Widocznie nie na każdego można liczyć.
OdpowiedzUsuńBez pozdrowień, Amelia.