Wooooow. Nie było mnie na tym blogu już od... 8 miechów. Ja nie mogę, ale ten czas leci. Jeszcze pamiętam, jak stukałem notkę hobbystyczną... No cóż, najwyższy czas, by odświeżyć trochę mojego bloga. Bo trochę się zmieniło.
Jest niedziela, tak zwany dzień Pański, w co jakoś coraz mniej wierzę. Nikt nie przestrzega tego, by świętować i odpoczywać, no i być kimś życzliwym. Chociaż przez te pierdolone 24 godziny.
Ale jak zwykle- zaczęło się od porannego wkurwa na klawiaturę, na to, że nie przysłali mi maila-odpowiedzi na moje referencje, od niemiłej rozmowy z osobą, która widzi albo białe, albo czarne, subkolory dla niej nie istnieją. Ale cóż... Dopiero 11. No to zlew odpowiedzią na wszystko i jazda do przodu.
Dziś jeszcze mam w planach pograć z Xfce w Indianę, trochę pouczyć się Dojcza. Pracowita niedziela. No i jutro do szkoły. Kur. Ja chce wakacje. Albo ferie. W każdym razie- wolne. Nadużywam przekleństw. Za dużo.
No cóż- jak się skończył dzień, dowiecie się jutro- nie umiem wyuczyć się systematyzmu, więc znając życie zapomnę. Zapiszę sobie w telefonie. Obiecuję.
I tak tego gówna nikt nie czyta.
Tchus.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz