Open your eyes

Open your eyes
There is mirror on the wall...

sobota, 5 listopada 2011

Uczucie pustki

To niesamowite, jak długo mnie tu nie było. Nie potrzebowałem wylewać swych myśli na kartkę, nawet tą wirtualną. Piszę tego bloga dla siebie i taki ma on charakter. Dzięki niemu potrafię się podnieść, poukładać jakoś myśli i sam sobie poradzić.
Przez ostatnie dni towarzyszy mi tytułowe uczucie pustki, straty czegoś, co można było uratować. Zastanawia mnie tylko to, czy to była moja wina? Tak, owszem chyba była. Nie pomogłem dostatecznie i utraciłem jedną z osób, które starały się mnie wspierać, sprawiały, że mimowolnie się uśmiechałem. Osobę, która chętnie ze mną grała, rozmawiała, śmiała się, czy robiła inne głupie rzeczy.
Teraz jestem zmuszony wykreślić ją z tej listy. Na wieczność. Głupi facet, głupi...
A tak poza tym, co u mnie? Ponoć nikt nie umie mi poprawić humoru. Odpowiadam- ja sobie sam muszę wybrać sposób, w jaki go poprawić. Nie da się na siłę sprawić, że się uśmiechnę, powiem, że wszystko będzie dobrze i zapomnę o wszystkim. Mój humor-moja decyzja.
Zaczynam rozumieć, jak ważna dla mnie jest prywatność. Niby jestem jakimś tam celebrytą publicznym- radio, pisanie, czy rozbudowane relacje interpersonalne... Ale tam w środku chcę, żeby niektóre sprawy były tylko moje. Nie, to nie są tajemnice, które skrywam, a trochę ich jest. Jestem trudnym człowiekiem. Przyznaję to bez żadnej dumy, bardziej z żalem, gdyż próba rozgryzienia mnie kończy się jak danie szympansowi sudoku do rozwiązania. NIE DA SIĘ.
W tym zazwyczaj tkwią wszystkie problemy. Jestem facetem, który biczuje się tak w środku za wszystko, gdy na zewnątrz mam błogi uśmieszek i walczę w wirtualnym świecie z zarazą botów.
Poza tym, co u mnie?
Mam plany na książkę. Teraz chcę przysiąść do tego na serio. Oczekuję cholernego odrzucenia, spowodowanego tematyką, ale się nie boję. W końcu znalazłem temat, którego nikt nie opisał, ba który nikomu nie wpadł do głowy. Teraz to tylko oszlifować.
Poza tym poszukuje Korektora. Do stałej współpracy.
Muzycznie od jakiegoś czasu po polsku. Scena rockowa zaczyna kwitnąć w naszym kraju, a to bardzo dobrze.
Foo Fighters - Arlandia.
I to by było na tyle. Do przeczytania zapewne za jakiś czas.


PS. Dorosłem do włączenia komentarzy. I tak na dłuższą metę oszukujecie siebie, jak i mnie. Przywyknę. Korzystajcie.

piątek, 26 sierpnia 2011

Pokolenie Umarłych Romantyków

Click!
Zaczynamy od pioseneczki dziś, a czemu nie. Polska muzyka ostatnio wpada mi coraz częściej w uszy, nawet ta najcięższa. Ostatnio zespoły takie jak Behemoth, czy Vader wywarły na mnie wrażenie ciężkością swego brzmienia. Tak jak kiedyś nie lubiłem tego typu muzyki- teraz go akceptuje.
Ale Suchy Chleb Dla Konia to zupełnie coś innego.
Mam ogromne zaniki weny. Siedzę przed pustą kartką, czy to wirtualną, czy nie i nie mam bladego pojęcia, co napisać. Pół biedy, pisać dla pisania. Alvaria czeka na moje pomysły i niestety, muszą one być tak zajebiste, jak zajebisty jestem ja. No dobra, przesadzam. Ale to ma być wyjątkowa gra, wskrzeszenie idei gier tekstowych. I ja odpowiadam za całą warstwę fabularną.
W tym oto miejscu, chce do Was przemówić, byście znaleźli moją wenę.
A nuż widelec szwenda się pod Waszymi oknami, grzebie w Waszych śmietnikach, zamiast siedzieć tu ze mną i opowiadać mi niestworzone historie. Takie życie, weno, jak Cię dorwę, to nogi z wyobraźni powyrywam.
Więc wracaj mi tutaj.
Nocki już się kończą, a ja coraz bardziej przypominam Zombie. Tylko czekać, aż znajdzie się bohater, który mnie odstrzeli przed końcem zmiany.
No i to by było na tyle, dziękuję za przeczytanie, pozdrawiam czule i życzę miłego dnia/popołudnia/wieczoru (niepotrzebne skreślić)

wtorek, 23 sierpnia 2011

Złudne nadzieje

Druga dwadzieściaosiem. Droga oświetlona blaskiem żółtych, ulicznych lamp. Na ulicy żywej duszy-ani pieszej, ani mobilnej. Tylko ja, kręcący się po przystanku nocnego.
Dlaczego moje notki powstają o takich porach? Może zabijam sobie nimi oczekiwanie na autobus? Możliwe, możliwe.
Dziś w słuchawkach ostro. Ostrzej niż zwykle. Behemoth, Vader, Rootwater. Pojedyncze, energiczne kawałki. Nie, żebym był za publicznym darciem Biblii (dla opozycji- przeciw też nie jestem) ale trzeba docenić.
Co dziś zrobiłem? Ach, napisałem skrypt naprawiający Fb Vira, wykonałem kolejną grafikę. Wszystko za śmiesznie niską stawkę, albo jej brak. No cóż, liczy się doświadczenie. Kolejny utwór- Szalony Ikar.
Obym tak jak syn Dedala nie uwierzył za bardzo we własne siły i nie podleciał za blisko słońca.
Wszystko toczy się u mnie po staremu. Nękają mnie tylko wątpliwości, choć są chyba bezpodstawne.
Włączyłem dodawanie komentarzy tylko przez zalogowanych, ale tak się zastanawiam... Po co mi komentarze? Tylko niepotrzebnie się denerwuje i robię sztuczne nadzieje. "A może coś napisali?" i nic. To, co przeczytasz jest Twoje. Nikt nie każe Ci tego komentować. A ja po prostu chciałem wiedzieć, czy po takich notkach wam się coś nasuwa.
Nie, zmieniam totalnie taktykę. Zmiana nazwy i zablokowanie komentarzy to będzie pierwszy krok. Potem zmieni się layout, a potem samego siebie.
Pozdrawiam serdecznie.
Jeśli komuś szczerze zależy, to kontakt... Emhyrus92@gmail.com
Pozdrawiam serdecznie.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Za chwilę zbudzi mnie szary świt

Notka powstaje o wpół do trzeciej. Spać nie mogę? Dręczy mnie nieszczęśliwa "miłość" i "czysty seks" z Amelią? Oj, nie, spać chętnie bym wyruszył, a robaki pakujące się pod buty trzeba rozgniatać. I iść dalej.
Pracuje na dwie zmiany. Przez najbliższe dwa tygodnie budzić mnie będzie telefon od Bartka i ciemna jak smoła kawa. W słuchawkach Coma i ZSWAŚZ. A potem? Znając życie spokojna niczym nie zmącona cisza przepełniona snem.
Trzy obchody powinny zapewnić bezpieczeństwo w firmie? Nie? To przejdę się jeszcze raz.
Tak, każda noc będzie zaczynała się bezsennościa od 22 do 2. Dość męcząca rutyna, zmuszająca do wystawienia ciała na maksymalne obciążenie.
Wybaczta, jeśli jest gdzieś chaotycznie. Spójrzcie na godzinę.
A teraz trzy słowa do Was, Czytelników. Zacznijcie być poważni.
Cześć z Was, na wzór Panienki Amelii czyha tylko na mój błąd, chwilę nieuwagi. Robicie to w taki sposób, że moje podejrzenia są zazwyczaj w 90% trafne. Nie będę zmieniał bloga, konta, ani nic z tej maskarady. Nękanie internetowe jest już karane paragrafem.
No ale do sedna. Ten blog nie istnieje dla pozerów, pragnących mojej klęski, ale dla ludzi, którzy chcą czytać to, co im się poda.
A więc prawdziwy Czytelniku/Czytelniczko daj znać, czy żyjesz i istniejesz jeszcze. Inaczej... Cóż, będę pisał wyłącznie dla siebie.
PS: Już niedługo komentowanie będzie możliwe tylko dzięki kontu Google. Tak, bym mógł Was jakoś spersonalizować.
Hejters gonna hejt.
Pozdrawiam i życzę spokojnej nocy

środa, 10 sierpnia 2011

Pisze do Was za często...

Środowy wieczór to dla mnie dziś udręka. Pęka mi głowa, a szef już wie, że wróciłem do domu. Na szczęście nie na długo. Ledwo zdążyłem wypakować jedną torbę, to musiałem pakować drugą. Teraz czeka mnie pasjonująca podróż naszymi kolejami. Zastanawia mnie fakt, czy nasze dzieci za 50lat będą jeździć tymi samymi, śmierdzącymi wagonami co my. Ja rozumiem, dać poczuć smak PRLu, ale od razu do niego przyzwyczajać? Kierownictwo tychże pociągów też ma nieźle nasrane w głowach. Bo kto by myślał, trzymać popsuty pociąg na peronie prawie godzinę, nie dając konkretnej decyzji, co zrobić z pasażerami. A oni biedni siedzieli w przedziałach, czekając na cud, który nie nadszedł. Wystarczy ruszyć się kawałek za zachodnią granicę- i to rozbudowuje naszą definicję hasła *Pociąg*.
Zastanawia mnie, dlaczego ja jeszcze nie mam samochodu... Wszyscy znajomi w koło lansują się swoimi czterema kółkami, a ja nawet prawa jazdy nie mam... Stwierdziłem, że nie jest mi to na obecną chwilę potrzebne, ale presja otoczenia w końcu zmusi mnie do rozpoczęcia kursu. Chwilowo kręcą mnie inne rzeczy- jak na przykład zakup nowej repliki... Kurna, opóźniony w rozwoju jestem, czy co?
Niezły jestem, napisałem już trzy notki prawie ciągiem, przedtem dając Wam znaki życia max raz w miesiącu. Może to znak, że dorosłem do swojego dziennika, może nie mam się komu wygadać, a może szukam zaczepienia dla moich wspomnień, niczym w Efekcie Motyla. Może...
Nie.
Stawiam na to, że mi się po prostu nudzi.
I przepraszam wszystkich za brak jakichkolwiek rad pisarskich (ostatnio z tego powodu zostałem wyśmiany-echo trzyma się długo) jak i opowiadań (tutaj echo nieudanej publikacji brzęczy jeszcze bardziej).
Zamieniam tego bloga w taki typowy śmietnik myśli. Może to i dobrze.
A może i nie.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Biwakowe OffTopic

Witajcie. Pisze do Was z telefonu, tak więc będę się streszczał, niezbyt wygodnie redaguje się notkę ze słownikiem t9. Obecnie jestem na zasłużonym urlopie, biwakuje sobie w Sierakowie... Gdzie na dobrą sprawę nic nie ma. Żarcie drogie i nędzne, atrakcji zero, uprzejmości od sąsiadów zero, pogoda do dupy i wzywające obowiązki w domu. Cóż, nie tak wyobrażałem sobie tą całą sielankę, ale korzystam z tego co mam. Wdycham zdrowe powietrze, obserwuje przyrodę i takie tam. Większość Was zapewne zagląda tutaj w poszukiwaniu nowych tekstów do krytyki, czy ekscytacji, ale ostatnio wena mnie nie nachodzi, pozostaje w oddaleniu. Nie jest to dobre, ani dla mnie, ani dla Was. Zostaje mi przeprosić za brak kolejnego opowiadania i parę linijek o mnie. A jeśli chodzi o czytanie- to o czym byście chcieli najbardziej przeczytać? O kolejnych, heroicznych czynach nieśmiertelnych i oddanych rycerzy, cyberpunkowej rzezi niewiniątek, czy może o czymś innym? Myślę nad kolejnym odcinkiem z serii Miasto... Ale tak, przecież nie przeczytaliście tutaj nic o bohaterze Miasta i uniwersum. Może to i dobrze?
Pomóżcie mi z tematyką. Z Wami coś się może udać, bo chwilowo sam pozbawiony jestem motywacji

niedziela, 3 lipca 2011

Step by Step- czyli co u mnie?

Ha! Witajcie Wszyscy w lipcowej notce.
Miałem zamieścić opowiadanie, specjalnie dla Was- spokojna głowa, muszę doszlifować pewne sprawy, zrealizować plany naglące i poleniuchować, korzystając garściami z wakacyjnej przerwy.
Krok po kroku zaczynam znów aktywnie działać- fantastycznie i nie tylko. Zaczęło się od przystąpienia do dwóch bardzo ciekawych projektów- jednego tyczącego Pana Pottera, a drugiego.. Kosmosu. O ile pierwszy jest (będzie) grą przeglądarkową na znanym ogółowi silniku, tak drugi jest grą w pełni pudełkową. Może nie wysoko budżetową, czy dorównującą grafiką najnowszym pozycjom, które widujemy na czołowych stronach czasopism. Ale ja już się postaram, żeby dorównywał im chociaż fabułą. Tak, tak, to ja zajmę się oprawą czytaną i historią, którą będzie można przeżyć (jak zapewnia devboss) już w tym roku. No cóż, roboty jest co nie miara, a ja się skusiłem na notkę...
Nawet nie wyobrażacie sobie, jak trudno jest wymyślić oryginalny pomysł na grę/opowiadanie science fiction i nie powielać oklepanych schematów. Wojny kosmiczne? Były. Śmiertelny wirus? Był. Nieznana cywilizacja zagrażająca ludzkości? Owszem, była.
Myślałem, by kopnąć się po inspirację do kina. Tyle teraz nowości. Nowe Transformersy, Piraci, X-Meni.... Może ktoś widział którąkolwiek z tych pozycji i może polecić ją do obejrzenia? Ja z utęsknieniem czekam na film Iron Sky, opowiadający o nazistach z kosmosu. Brzmi może śmiesznie, ale ma to być jedna z najdroższych fińskich produkcji. I mnie pomysł się bardzo podoba...
Co muzycznie u Emhyrusa? Znów S&M Mety. Mogę tego słuchać w nieskończoność. A poza tym to odkrywam uroki muzyki polskiej. Jeśli możecie polecić jakiegoś rocka czy metala z naszego kraju, to walcie śmiało.
A jeśli chodzi o premierę Waszego opowiadania... To cholerka, nie chciałbym Was okłamać, no ale wstępnie możemy ustalić, że będzie to też lipiec.
No i jedna zmiana w lay'u- usunąłem ten wkurzający odtwarzacz, który trzeba było za każdym razem pauzować. Jeden zbędny bajer mniej, a jak przyjemnie :)
Pozdrawiam Wszystkich Czytelników i życzę ciepłych, miło spędzonych wakacji.
Do przeczytania jeszcze w tym miesiącu :)

piątek, 10 czerwca 2011

Pościmy?

for (int wena=0; wena < checi; wena++)
Cout NULL;
If (wena=checi)
Pisznotke();

Czyli jednym słowem na dniach możecie się spodziewać notki. Pojawiły się głosy za-za które serdecznie dziękuję. No i przeciw, dość hejterskie. Wam dziękuję trochę bardziej, jesteście moją najlepszą motywacją. Dziś zarywam noc, zobaczymy, co przyniesie (na kartce).
Do przeczytania już niedługo. Mam nadzieję :)

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Wow! Nowy Post!

Tak jest. Emcio znów zajrzał na bloga i zastanowił się czym tym razem może potruć Wasze schorowane umysły. A że czasu mi nie brakuje (chwilowo) to może jesteście ciekawi co u mnie?
Wiedziałem, że będziecie ciekawi :)
Obecnie mija lany poniedziałek. Lałem to ja dziś wodę na wirtualną kartkę papieru, która po chwili zniknęła w czeluściach niebytu Matrixa. Prawdę powiedziawszy, to poważnie chcę zabrać się za książkę. I to tak poważnie, poważnie. Zacząłem od rozpisywania tematu- tradycyjnie, na kartce papieru, ołóweczkiem kreśliłem schematy (w sumie strasznie algorytmiczne), rozpisywałem bohaterów, wątki, cechy i unikalne udziwnienia, które, mam nadzieję, zaciekawią Czytelnika. Na dziś zaplanowane były pierwsze strony prologu, taki mały sparing: teoria vs. umiejętności. I niestety umiejętności musiały oddać pola teorii. Jak wiadomo, drodzy czytacze, pierwsze słowa, kartki, pierwszy rozdział powinny, a nawet muszą zaciekawić, wciągnąć i zmotywować do dalszej lektury. Lecz dziś zmotywowałem czytelnika, aby rzucił książkę w płomienie, najpierw na nią splunąwszy.
Wiecie na czym polega sukces (khem, khem jaki sukces?) moich opowiadań? Podwędziłem ten chwyt z jednej pozycji Piekary. Jest to bardzo skuteczna sztuczka, ale musi być odpowiednio zagrana. Czyli rzucenie Czytelnika od razu na głęboką wodę, w wir akcji. Nieważne, gdzie się to dzieje, kim jest bohater, czytacz skupia się na tym, że właśnie przywalił w bohatera wielki mech w kształcie delfina, śmiejąc się szyderczo z jego małej giwery w kształcie pączka (nie pytajcie skąd to, uroiło się i jest). Podążając za akcją, Czytelnik łapie bakcyla i w końcu chce wiedzieć, kim był ten wielki delfin, dlaczego broń ma kształt pączka, a zabójcą był lokaj. I czyta dalej. Na tym polega cały drill.
Zatem zdradziłem Wam sztuczkę prowadzenia fabuły. I sprawdza się nie tylko w formie biernej (książka, opowiadanie), ale i czynnej (sesja rpg).
I to by było na tyle robaczki.
Może niedługo wkleję jakiej opowiadanko, tutaj, na bloga. Chleba i igrzysk, jak to mawiają,.
A teraz miłego wieczoru.
Tchus :)

niedziela, 6 marca 2011

Niedziela

No co jest? Nie mogę się zmusić do codziennych notek. To naprawdę frustrujące, że tak wyluzowany koleś jak ja, nie może znaleźć sobie odrobiny czasu na głupiutkiego blogaska. Ale cóż... Nadal tkwię w przekonaniu, że moich czytelników muszę przedstawiać w liczbie pojedynczej.
Spało mi się dobrze, dopóki nie obudził mnie mokry język psa na twarzy. Psia jego mać. No cóż, po ciężkiej nocy spędzonej nad redakcją mojego cuda, wszystko może doprowadzać do skrajnej depresji i silnej agresji. Nie czuję, jak rymuję. A co na dziś? Ano wyjątkowo planuję się pouczyć (dopiero po audycji), gdyż w poniedziałek czekają mnie dwa sprawdziany i dwie kartkówki. Nie, żeby mnie nie było w szkole- po prostu nauczyciele mają tak nasrane.
No dobra, mykam, bo czas pozbierać trochę muzyki na audycję. Dzisiejszy temat przewodni- POWER METAL.
A więc żegnam. I do następnego :)

niedziela, 27 lutego 2011

Ach, niedziela!

Witajcie!
Nawet nie wiecie, jak mi się oberwało za brak codziennych notek- całe szczęście, że od jednej czytelniczki. jedynej zapewne- bo kto czyta te wypociny? Blog jak setka innych, może nawet tysiąc. Nic wyjątkowego, człowiek wylewa swoje myśli. A że ostatnio nie mam nic mądrego do powiedzeni- no cóż, nie każdy jest sentencjologiem (neologizm). No właśnie- neologizmy coraz częściej pojawiają się w tych notkach. A teraz kończę- klawiatura doprowadza mnie do szału, a już nie mam zamiaru się dziś denerwować.
Może od przyszłego numeru będę zamieszczał swoje opowiadanie. Czemu nie?

niedziela, 20 lutego 2011

Och, kurza tfasz!

Wooooow. Nie było mnie na tym blogu już od... 8 miechów. Ja nie mogę, ale ten czas leci. Jeszcze pamiętam, jak stukałem notkę hobbystyczną... No cóż, najwyższy czas, by odświeżyć trochę mojego bloga. Bo trochę się zmieniło.

Jest niedziela, tak zwany dzień Pański, w co jakoś coraz mniej wierzę. Nikt nie przestrzega tego, by świętować i odpoczywać, no i być kimś życzliwym. Chociaż przez te pierdolone 24 godziny.
Ale jak zwykle- zaczęło się od porannego wkurwa na klawiaturę, na to, że nie przysłali mi maila-odpowiedzi na moje referencje, od niemiłej rozmowy z osobą, która widzi albo białe, albo czarne, subkolory dla niej nie istnieją. Ale cóż... Dopiero 11. No to zlew odpowiedzią na wszystko  i jazda do przodu.
Dziś jeszcze mam w planach pograć z Xfce w Indianę, trochę pouczyć się Dojcza. Pracowita niedziela. No i jutro do szkoły. Kur. Ja chce wakacje. Albo ferie. W każdym razie- wolne. Nadużywam przekleństw. Za dużo.

No cóż- jak się skończył dzień, dowiecie się jutro- nie umiem wyuczyć się systematyzmu, więc znając życie zapomnę. Zapiszę sobie w telefonie. Obiecuję.
I tak tego gówna nikt nie czyta.
Tchus.