czwartek, 3 czerwca 2010
Open Your Eyes...
Poniższe posty prezentują postawy ludzkie, które wydawało mi się do tej pory dostrzegać...
Jednak...
Teraz dostrzegam świt- sens słów, które pozornie były bez sensu.
Idiotyzm doczesnych działań.
Strach jaki wywołuję u Niej.
Strach, jaki wywołuję sam sobie...
Zwierciadło mej duszy, które zaczęło pękać rysą prawdy i bólu...
Łzę pożałowania.
Krew ściekającą z czerwonej róży...
To wszystko- wszystko w zupełnej świadomości bytu zaczyna na mnie oddziaływać... Dzisiejszy dzień, mam nadzieję, zakończy katorgę Jej duszy i ciała.
Ktoś mi powiedział, że mój blog pachnie samobójcą- nie ma gorszego kłamstwa niż to. Za wszelką cenę chcę żyć.
Chcę.
Pragnę.
Żyć u Twego boku.
Teraz najgłupsze pytanie... Czy uda mi się zadusić w sobie maszynę? Która tak bezlitośnie, chłodno i po cichu Cię zabijała?
Przebaczenie... Tego mi trzeba? Razem z odwróceniem sytuacji. Jestem rozbity, nie umiem klecić już słów...
Kocham Cię.
To chyba wystarczy.
So...
Open Your eyes.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





P
A
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz